Oboje wtedy w takich od lat niedzielnych strojach, on w garniturze granatowym w biae prki, ona w aksamitnej sukni z koronk, oboje o wielkich doniach, nie wiedzieli, co z tymi domi robi, nosili je z boku, nieruchawo i ostronie, po wyjciu z kocioa szli powoli do domu, przyganici, szarzy, tak jakby w dni wolne od zaj pozbawieni swojej podstawowej treci. I mimo chciwoci cieszyli si w miasteczku duym szacunkiem. 